Poza strefą komfortu

12 listopada, 2015 by in category Paweł Piwowar with 0 and 1
Home > Wiedza > Paweł Piwowar > Poza strefą komfortu

Pozwólcie, że w pierwszym moim felietonie zadam zagadkę. Opiszę poniżej pewną niezwykłą firmę. Czy potraficie odgadnąć co to za firma, jaką branżę reprezentuje, może uda się odgadnąć co wytwarza i kim tak naprawdę jest jej dyrektor? Mam nadzieję, że końcowe rozwiązanie będzie dla czytelnika niespodzianką.

Duża grupa klientow oczekuje naBest produkt. To już nie są zwykli klienci. Najwyższą jakość produktu, wypuszczanego raz po raz na rynek przez firmę, przyzwyczaiła klientów do wysokich oczekiwań. Szybko przestali oni być zaledwie “klientem powracajacym”. Teraz firma dysponuje stale powiększającą się grupą fanów, więc presja rośnie.

Trudno uwierzyć, że firma nie zmieniła kształtu swojego produktu od blisko 200 lat i wciaż cieszy sie pozycją lidera na rynku.

Nie jest duża. Ma zaledwie 4 zespoły. Teraz, kiedy pracownicy są już doskonale wyszkoleni i pracują jak idealnie wyregulowany mechanizm, są w stanie wytworzyć idealny produkt finalny w 30 minut. To process manualny, a materiał którego firma używa do produkcji jest bardzo delikatny. Każdy element jest wykonywany ręcznie, w największym skupieniu i z wielką precyzją. Produkt powstaje – uwaga – na oczach klienta.

training

Kiedy trwa produkcja, lepiej nie popełniać błędów. Jedna pomyłka skutkuje nie tylko nieodwracalnym uszkodzenia produktu, ale może doprowadzić do stosunkowo szybkiego zniknięcia firmy z rynku.

Każdy z kilkudziesięciu pracowników, wykonuje więc swoje zadania bez zawahania. Uwaga. Nie są tylko rzemieślnikami. Każdy jest najwyższej próby specjalistą, często z tytułem doktora. Wielu dostało się do firmy drogą headhuntingu.

Z pewnością jednym z sekretów doskonałości produktu jest system szkolenia firmy. Każdy z pracowników musi przejść rygorystyczne szkolenie, które zajmuje od 14 do 20 lat.  Najmłodszy członek zespołu ma tylko 24 lata. Szkolenie jest niezwykle intensywne, a żeby tego było mało, aby dostać się do firmy, trzeba przejść bardzo trudną rozmowę w formie konkursu, która zawiera elementy “role play” i prezentacji na żywo.

Najtrudniejsze zadania ma jeManagerdnak dyrektor. Pracę tego człowieka non-stop obserwuje i prawdziwie podziwia cała firma. To on cieszy się największym szacunkiem. Do jego obowiązków należy kierowanie tą elitarną grupą. Pracownicy pomimo tego, że doszli do perfekcji w wykonywaniu swoich zadań, doskonale wiedzą, że dyrektor jest im niezbędny. Bez niego dosłownie ani rusz.

To on decyduje jak zaplanować pracę, ile ludzi przydzielić do konkretnego zadania. On ma wizję. Widzi gotowy produkt zanim ten produkt powstanie. Kreśli drogę do celu.  Zna trudności, które mogą się pojawić. Zna je, bo sam przeszedł tę drogę wielokrotnie. Udziela trafnych i inspirujących wskazówek. To co w wielu firmach jest sloganem i pozostaje w sferze życzeń, tutaj jest normalną metodą pracy, a mianowicie: dyrektor prawdziwie polega na swoich zespołach.

Jego praca wiąże się z dużą odpowiedzialnością. To młody menedżer. Sen z oczu tego młodego dyrektora spędza jednak nieustannie jeden z najtrudniejszych aspektów jego pracy. Tak jak wspomnieliśmy, każdy produkt jest wykonywany dostarczany klientom na żywo. Nie leży on na półce. Dyrektor musi go na oczach klientów wykreować, kierujac swoimi 4 zespołami na żywo, na oczach klientow. Nie wiele miejsca na potknięcie. Klienci wiedza, czego oczekują. Jedno zawahanie, jeden parameter źle zaplanowany i skończy się klapą, natychmiastowym feedbackiem w mediach i stratą reputacyjną. Konkurencja tylko na to czeka.

Ostatnia szansa na odgadnięcie. Co to za firma? Kim jest dyrektor?

 

Gaśnie światło. Zebrani klienci witają przedstawicieli firmy z Krakowa zajmujących swe miejsca na scenie. Sala jest wypełniona po brzegi. Klienci jednego z najbardziej prestiżowego festiwalu symfonicznego na świecie – Beethovenfest w Bonn, w Niemczech witają gromkimi brawami Orkiestrę Symfoniczną Akademii Muzycznej z Krakowa. 4 zespoły: sekcja smyczkowa, dęta blaszana, dęta drewniana oraz perkusyjna. Jako klarnecista siedzę w trzecim zespole. Nie widzę klientów, bo reflektory świecą zbyt mocno. Klienci czekają na swój produkt: III Symfonię Beethovena. Nie zmieniła formy od blisko 200 lat, a bilety na Beethovenfest sprzedają się “na pniu”. Trwa około 30 minut. Wykonamy ją na żywo na oczach, a raczej “na uszach” zebranych.

Druga fala oklasków. Na scenie pojawia się dyrektor z batutą w ręku. To on jest poza swoją tytułową strefą komfortu. Daje znak i zaczynamy grać.

Jako instrumentalista, aranżer i dyrygent warsztatów chóralnych, będę w następnych felietonach poruszać temat “wychodzenia poza strefę komfortu”, czyli jak opanować stres podczas wystąpień publicznych. Teraz, kiedy wiadomo już, że firmą jest orkiestra symfoniczna, klientem – słuchacz, a młodym menedżerem – dyrygent, zachęcam do analizy tego tekstu raz jeszcze.

Paweł Piwowar

Dołącz do społeczności Leaders Island
i otrzymaj na starcie bezpłatnie poradnik
10 zasad skutecznego menedżera

X
X